Zakładki:
Co w sieci
Ja sam
Znajomi
|
środa, 04 czerwca 2008
O ludziach i ludziskach
Swoje myśli podewziąłem wydawać w sposób bardziej speriodyzowany, nawet w nowej kategorii, i oto jestem.
Dzisiejsza (nie rozstrzygając, czy udana, czy też nie) wycieczka do muzeum, gdzie w składzie ekspozycji dało się odczuć pewien ślad numizmatyki, nie pozostała obojętna mojej psychice, i w drodze do sklepu przypomniałem sobie co następuje. Franciszek Wolski oglądając zbiory monet, nie ukrywał swego rozczarowania. Bo zaprawdę nieciekawe monety były w tym muzeum: jedna miała ucięty brzeg, inna trochę krzywo wybita, o, a ta przecież wpół zaśniedziała. Jedyną rzeczą która go choć trochę zabawiała była obserwacja coraz wyższych cen, za jakie wykupiono szkaradne miedziaki. Pełen goryczy przy wyjściu trafił na notariusza, przypadkowo prowadzącego sprawę spadkową niedawno zmarłego stryja. - Nie uświetniłeś pan swoją obecnością odczytania testamentu. - Miałem już inne plany, mam nadzieję że pozostanie to dostatecznym tłumaczeniem. Czy przypadła mi jakaś część majątku stryja? - Owszem, wszak to spieszę panu donieść, i chyba jesteśmy w najsłuszniejszym ku temu miejscu. Widzisz pan tamtą gablotę - skinął w stronę kąta, gdzie jeszcze przed chwilą Wolski dochodził do szczytów frustracji - część tego zbioru otrzymujesz pan w posiadanie. Jakże rozpromieniała jego twarz, gdy usłyszał te słowa. Z błogością spojarzał w stronę "nędznych miedziaków", a następnie czym prędzej udał się jeszcze raz podziwiać wytworne kształty (a nie banalnie powycinane w okręgi), unikatowość każdej sztuki (to nie to co dzisiejsze jednakowo powybijane masówki) a także zróżnicowaną barwę (zamiast tandetnie przezłoconych krążków, zupełnie bez smaku!) tych małych skarbów dziedzictwa kultury, sztuki i historii zresztą też.
Przystanąłem. Przez myśl przeszło mi pytanie "Czy jest w domu cokolwiek do jedzenia lub picia?" Nie bardzo widziało mi się obracanie z powrotem do sklepu, szczególnie, że upał dopalał niemiłosiernie. - Ja pierdolę - pomyślałem bardzo głośno, chyba na tyle, że jakakolwiek inteligencja w pobliżu na pewno żachnęła by się i odeszła w niemałym wzburzeniu po uprzednim przytupie. Oczywiście, gdyby we wspomnianym pobliżu była. Zamiast tego wyraźnie zyskałem tym w oczach miejscowych żuli, gdyż już chwilę później byłem "szefem" który miał "dać na piwo". Zostawiłem ich z niczym i poszedłem przed siebie.
Koincydencja tego zdarzenia i nowego procesu myślowego mogła być przypadkowa lub nie, w każdym razie rozważałem moje najbliższe sąsiedztwo. Ta biedniejsza część szuka forsy, i nie zawsze jestem pewien metod które jest gotowa wykorzystać by ją zdobyć. Dodatkowo, nie zawsze są w stanie do rozmowy ze wzgląd na dietę bogatą w etanol, ale mam wrażenie, że poza tym to są jednak poczciwi ludzie (o czym więcej za miesiąc).
Warto jednak przyjrzeć się i tym mieszkającym bliżej. Blok nasz jest niezmiernie dziwny. Spójrz w dzień przez okno - żywego ducha nie znajdziesz. Wszyscy z zapałem siedzą w domach, i piszą na forum. Forum wydaje się być na tyle ciekawym wynalazkiem, że i mnie zrobiło w życiu w balona. Na samym początku jest idealnie - szczytne idee, wszyscy równi, harmonia, wolność słowa, zaś forum to cudowna wyspa, dzieło wszechczasów, które ma być wspólnie tworzone przez wszystkich użytkowników. Niestety, i ta wolność okazuje się być po pewnym czasie zbyt ciasna, by jednostki wybitne mogły się rozepchać do pożądanych przez nie rozmiarów. Wtedy mamy pierwszą kłótnię. Następne stadium rozwoju to szczyt - wydziela się zamknięta klika "broniących racji administracji", zapalonych wyznawców, żeby nie powiedzieć wściekłych Rottweilerów, którzy z pianą w pysku produkują tony wywodów, gdzie oprócz myślą przewodnią "newbies suck" panuje nie mniej waleczny nastrój niż na początku. Ci bohaterscy wojownicy spędzają całe dnie, by odpowiedzieć na posta wroga (kogoś, kogo należy koniecznie uświadomić, że się myli!), i nie spowić swojego nicka cieniem hańby. Nieważne, że druga osoba odpisuje raz na dobę (przy okazji mając z tego niezły ubaw). Trzecie stadium to wtedy, kiedy prowokatorów/wojowników jest tak mało, że nie ma z kim walczyć/kogo prowokować. Wtedy już byt forum ciągnie się i ciągnie, ze średnią aktywnością 5 postów dziennie..
Ongiś, gdy dwóch mężczyzn miało do siebie wąty, spotykali się i dawali sobie w papę (lub z kulki). Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj mamy forum. Teraz prawdziwi twardziele spotykają się, by na forum poobrzucać błotem przeciwników i ich żony. Nie to, żeby ich strach przed dentystą (w ostateczności protetykiem) obleciał. W żadnym wypadku. To jest po prostu wyższy poziom rozwoju społeczeństwa!
Ostatecznie wkraczając w progi spożywczego złożyłem w całość wniosek, że w zasadzie żadnej z grup moich sąsiadów nie pragnę poznać. (Poza panią spod 9, którą pragnę pozdrowić!) Może się okaże błędny?
niedziela, 27 kwietnia 2008
O szczęściu
Poznanie tajemnicy doczesnego szczęścia ogranicza się do rozpracowania technologii pozyskiwania radości z kawałka błękitnego nieba nad nami.
;)
czwartek, 10 kwietnia 2008
Żal
Strasznie żalowe to wszystko przed 6 lutego. Tak sobie czytam i stwierdzam. Żal.pl ^^
niedziela, 30 marca 2008
Plus
Znów pędziłem ścieżką, między zieleniejącymi drzewami, tuż pod błękitnym niebem, zahaczając raz po raz o jakiś złoty promień słońca czy podmuch wiatru. W końcu zasmakowałem lata! Mówią, że ludzi potrafią cieszyć małe rzeczy - mi dziś do radości wystarczyła zmiana czasu. O jak ja jestem z niej zadowolony! Ten piękny dzień jakby się wydawał dłuższy.
Moje Opatowice piękne, ale nie tak puste, jak bym chciał. Obserwując jak żółte trzciny kołyszą się wraz z falującą granatowoniebieską wodą w tle stwierdziłem, że mam wystarczająco ciekawe życie, by samo w sobie było źródłem radości. W końcu poczułem się na tyle fajny, żeby pewnymi sprawami się nie przejmować. Przynajmniej na tamte kilka minut.
Notka jest dedykowana pewnej osobie, która ośmiela się zarzucić mi monotonię stylu pisania ^^
niedziela, 23 marca 2008
Pragnienia
Stoisz na rozdrożu. Znasz je przecież, czemu się nie ruszasz? Idź!
Pójdź w lewo, a powrócisz do początków. To przeszłość, ta której nigdy nie doceniałeś. Ona nie będzie za tobą wołać, to ty sam zrozumiesz i do niej przyjdziesz, a ona cię przyjmie. Spójrz w prawo, a zobaczysz świat, w którym już nie ma czego szukać. Lądy i przestrzenie stracone, gdzie nie ma ciepła, nadziei, i pieprzonych tanich kwiatków. Chcesz tam wracać. Już wstałeś, ale.. Popatrz przed siebie. Wydaje ci się, że wiesz dokąd prowadzi ta droga. Zaprzeczasz, że to tylko pozory. Ale przecież nie jesteś pewien swojej wiedzy. Sam się nad tym zastanawiasz cały czas, prawda? Ta droga to twoja przyszłość.
Światła się zmieniły. Pora już iść. Nieważne gdzie skończysz. I tak pragniesz czego innego, czyż nie?
niedziela, 16 marca 2008
Szybując
To miejsce, gdzie jesteś tym, kim chcesz, kim nie chcesz być, i kogo nienawidzisz. Tam wszystkie drogi przed Tobą są wolne. To moment, kiedy ludzkie myśli w końcu wychodzą, by unosić się tuż nad ziemią i mknąć przez czas, kilka chwil po tym, jak mknęły przez przestrzeń. Tylko że tą niewłaściwą. Zawsze kiedy tam jestem brakuje mi jednej osoby, której mógłbym powiedzieć i usłyszeć: "jesteś". Przypomniało mi to sytuację kiedy jedna kobieta zbierała pieniądze. Uznałem, że nie muszę jej pomagać i poszedłem dalej, lecz gdy wróciłem z księgarni by wrzucić pieniążka, jej już nie było. Nie doszukuj się w tym co piszę głębi. Głębiny bywają martwe. A Ty masz szukać życia.
piątek, 15 lutego 2008
*
Czuję się taki rozsmarowany między tym a tamtym.
Właściwie to nic nie czuję. Za dużo czuję.
sobota, 09 lutego 2008
My place to be
Wywiało mnie życie gdzieś daleko stąd. Nie będzie mroźnych ranków na placu obok gimnazjum, nie będzie Parku Skowroniego i śpieszenia na autobus linii K KAMIEŃSKIEGO SZPITAL do szkoły. Już drugi raz opuszczam osiedle, które kocham. Tym razem moje, tym razem z wyboru. Czuję, że wielkie zmiany są bardzo blisko. Czuję już delikatny wiatr na twarzy. Tak, to powiew nowego życia. Tylko wciąż jednej osoby mi brakuje, by móc w nie w końcu wkroczyć. Mam nadzieję, że uda się to zmienić.
środa, 06 lutego 2008
Malinowe lato
Ty zapatrzona w malin krople Co z lipca jeszcze nie ostygły Płynę za Tobą wnet na oślep Ustami zbieram Twe maliny Bronisz mi trochę jak przez mgłę I zasłaniasz od wiatru ręką
Tak lekko płynie w nas to lato Jakby biedronki nim powoziły W zaprzęgu jeszcze polne kwiaty Lekko schylają się do zimy
[SDM - "Malinowe lato"]
Czy jeszcze mi kiedyś wybaczysz?
niedziela, 13 stycznia 2008
Do ***
W zasadzie rozmawiam z ludźmi wykorzystując ich bezczelnie do zaspokojenia własnych smutków, ale tak szczerze - w naszych relacjach to Ty mnie wykorzystujesz bardziej. Kiedyś było inaczej, kiedyś nasze dni były radością samą w sobie. Nie trzeba było nam fajerwerków, zabawek, rozrywek. Wystarczało trochę słońca.
Teraz mam Cię czasem dosyć, Ty mnie trochę też. Innymi dniami jesteś mi zupełnie obojętna. Ale o tym nie wiesz. Ciekawe czy sobie wyobrażasz, jak okropnie byś się czuła, gdybym po tym wszystkim pokazał Ci szczerą obojętność? Przeżyłabyś? Wątpię. Szaro koegzystujemy koło siebie. To taka toksyczna znajomość. Ale nie potrafię jej zakończyć, wiesz?
Nie potrafię nawet próbować o tym myśleć. Może to dobrze, może źle. Mało mam pragnień nad to, byśmy znów mogli być razem, jak kiedyś. I wierzę w to tak bardzo, że prawda nie ma znaczenia w tym momencie. Nie ma innego wyjścia.
I zawsze kiedy rozmawiamy, to Ty mnie przekonujesz: ona wróci. Nigdy nie próbowałaś powiedzieć inaczej, zawsze mówisz to samo, tak cholernie pewnie i spokojnie. Czy wierzę Ci? Nie mam wyboru. Nie potrafię inaczej żyć. Ty nie musisz się nawet starać, by narzucić mi swoje zdanie. Myślę pod Twoje dyktando.
Ciekawe czy jeszcze ją pamiętasz? Wasze spotkanie nie było zbyt długie. Ale na pewno się porozumiałyście. Nam też kiedyś udawało się porozumieć. Ale nieważne, ja nie o tym chciałem. Klnąć, ale kochać, to udręka sumienia.
Wiem, że tego nie przeczytasz. Może to i dobrze. Nie wiem co myślisz, jesteś bardzo nieprzenikniona. Tym bardziej nie wiem, jak byś zareagowała. Może nasza znajomość jeszcze wypuści kwiat? Wkrótce wiosna.
|